"Enjoy life. This is not a dress rehearsal." „Ciesz się życiem. To nie próba generalna.”




niedziela, 3 czerwca 2012

Kolor na dziś - Biały Miś




          Zwykle kiedy zamyka się oczy, widzi się ciemność. Przynajmniej w pierwszej chwili :) potem już zależy... gdzie się leży... w co się wierzy itp.
Ja widzę jasność! Tak, jestem optymistką. Tak, szukam pozytywów w życiu. Tak, lubię BIEL.
Ale...
... tym razem moje widzenie nie jest związane tylko z optymizmem i szukaniem / odnajdywaniem pozytywów. Tym razem BIEL spędza mi sen z powiek. Wręcz dosłownie.

Już wyjaśniam :)

BIEL = jasność, czystość, przestronność, ogromną możliwość łączenia z innymi kolorami, rozświetlenie, styl, elegancja*

To są dla mnie ewidentne plusy, wspaniałe cechy, prawda? :)

Jednak...

BIEL = trudność utrzymania tejże upragnionej powyżej czystości? Totalnie niepraktyczny kolor?

Czyż nie widać każdej plamy? Na wszystkim co białe? Czyż biel nie szarzeje?
Ale jednocześnie czyż biel nie jest piękna??





I szykowna? :)



Czy BIEL to kolor dla cierpliwych i wytrwałych?? Czy BIEL = ciągłe sprzątanie, wycieranie?
Czy cierpliwość i wytrwałość to moje cechy??? Hm... :)

A Wy? Jak postrzegacie BIEL? Macie jakieś doświadczenia?

* oczywiście znaki równości są wyrażeniem moich subiektywnych odczuć :)

piątek, 1 czerwca 2012

Dzień Dziecka, szparagi i troszkę odwagi!




Dziecięcej naiwności
Dziecięcej ciekawości
Dziecięcej umiejętności cieszenia się
WSZYSTKIM!
Dziecięcego postrzegania świata :)
Dziecięcej szczerości





Ja czuję w sobie dziecko, i mimo iż czasem nie wypada, jestem dumna z tego :) wypinam dumnie już mniej dziecięcą pierś! Tak :)

I z okazji tegoż dnia, prócz życzeń, chciałam podzielić się z Wami moją kulinarną przygodą.

Otóż nie tak dawno temu... bo dni minęło kilka... Mała Mi i jej Bardzo Mądry Mężczyzna kierowani DZIECIĘCĄ NAIWNOŚCIĄ nabyli pęk szparagów (chciałam napisać pęczek, ale był to już pęk, albo nawet bukiet!). W kolorze kości słoniowej. Pięknych! Jędrnych :) wielce obiecujących!
Szparagi miały być podane w dwóch wersjach. Dla Małej Mi z Magicznym Złotym Ryżem*, a dla Bardzo Mądrego Mężczyzny z młodymi ziemniaczkami i jajkiem od prawdziwych, zdrowych kur.
Wszystko szło dobrze. Ziemniaczki pyrkały, ryż bulgotał, szparagi kąpały się we wrzątku.
Po jakimś czasie ziemniaczki zmiękły, ryż został zaczarowany (poniżej pełna formuła zaklęcia ;p), a szparagi wciąż pławiły się w kąpieli, twardo wręcz nie mięknąc.
Mała Mi bezwstydnie zaczęła wyjadać Złoty Ryż, Bardzo Mądry Mężczyzna ukradkiem dobierał się do ziemniaczków.
A szparagi? Twardo trzymały się kąpieli. Nie myśląc mięknąć!
Głód przyciskał, czas gonił... a szparagi nic...

Mała Mi i Bardzo Mądry Mężczyzna z DZIECIĘCĄ RADOŚCIĄ zadowolili się pozostałą częścią menu. Szparagi w końcu wyłowili, z DZIECIĘCĄ SZCZEROŚCIĄ stwierdzili, że warzywka już chyba zbyt długo wegetowały... no cóż, w końcu końcówka sezonu :)
Dziś przyrządzą szparagi z makaronem i pesto! I z DZIECIĘCĄ CIEKAWOŚCIĄ będą jedli... pewnie żyli długo i szczęśliwie :)

THE END




Wszyscy bywajmy dziećmi :) życie jest tylko jedno i szkoda go na powagę, zamartwianie poważnymi sprawami, pracę i inne takie :)
Ja niebawem będę cieszyła się kubkiem kawy (w pracy też trzeba znaleźć chwilę przyjemności :) ciii...), wieczorem posprzątam i sprawie sobie jakąś przyjemność... jeszcze nie wiem jaką, ale coś wymyślę! A Wy? :) Macie jakieś dziecięce marzenia? :)




* Magiczny Złoty Ryż to mój ulubiony ostatnio sposób na przygotowanie ryżu. Prosty taki, że każde dziecko da radę :)
Gotujemy ryż, po czym dodajemy curry, troszkę warzywka i masło.

niedziela, 27 maja 2012

Urządzanie mieszkania - emocjonalne rozdwojenie

         


          Rzadko to robię, ale dziś podzielę się z Wami moim lękiem. Lęk, jak wiadomo, dopada nas w odpowiednich dla niego momentach. Wyczuwa nasze słabsze momenty i kiedy nawet nie jesteśmy ich świadomi, dopada nas. Lęk łapie nasze serca w swoje brudne łapy i potrząsa nim tak, że czujemy jakby szybciej biło... Lęk powoduje iż moje dłonie, bez skłonności do pocenia się, robią się lekko wilgotne...

Ogólnie chyba nikt nie lubi się lękać, ale ja strasznie nie znoszę akurat Tego Lęku. Ponieważ jest to lęk przed czymś co powinno cieszyć. Sprawiać radość. Napisałam "powinno"? Niepotrzebnie. To coś cieszy :) i sprawia radość. ALE i stresuje.

O czym piszę? O urządzaniu mieszkania. Do tej pory, kiedy nie stałam jeszcze przed faktem niczym pod ścianą, myślałam sobie podekscytowana, że to będzie wspaniałe :) twarz uśmiechała mi się na myśl o wybieraniu kanapy, koloru ścian, dodatków. I tak jest do tej pory, ale...
... no właśnie! Cholerne ALE! Zaczęłam się rozglądać za inspiracjami i ogarnął mnie wyżej wspomniany potwór zwany Lękiem. Bo przecież trzeba tyle przemyśleć! Naoglądałam się pięknych wnętrz. Niczym nałogowiec zaglądam do cudzych domów zachwycając się ich pomysłami. Ja mam ich bardzo niewiele. Nie wiem jeszcze czego dokładnie chcę.
Białe ściany.
Kolorowe dodatki. Akcenty.
Kwiaty.
Duża kanapa w salonie.

To troszkę mało jak na moment kiedy już powinnam wiedzieć gdzie będzie stała kuchenka! Nie wiem gdzie! Nie, Panie Projektancie!!!! (tak wrzeszczy moja Dusza)
Uświadomiłam sobie, że za nic nie mam w sobie zacięcia wnętrzarskiego... a myślałam, że mam (niech to szlag!)

Boję się, że to co sobie wymyślę, będzie niefunkcjonalne. A funkcjonalne będzie średnio ładne.
Nie chcę mieszkania bez charakteru, a mieszkanie z charakterem, zwłaszcza moim, może oznaczać, że się z Bardzo Mądrym Mężczyzną pozabijamy ;D i białe ściany zostaną przyozdobione czerwonymi, krwawymi kleksami...
Tyle ciekawych pomysłów widzę w Sieci, ale czy w moim wykonaniu wciąż będą ciekawe i tak atrakcyjne?

Tyle decyzji do podjęcia! Olaboga! A ja taka Malutka...

... tak... ogarnęła mnie chwila słabości i Lęk to wykorzystał. No, ale już czas na mnie :) Czas wziąć się w garść i zacząć czerpać radość z szukania siebie pośród pomysłów, dodatków, poduszek, mebli :)

Nie mogę pozwolić, aby ogarnęła mnie Panika! Bo przecież wicie własnego gniazdka to miejsce zupełnie nie dla Paniki. 


Z szaleństwem w oczach znikam w czeluściach pięknych wnętrz. Moich wnętrz! Ha! A co :)




A Wam, Drodzy Czytelniczy i Zaglądacze życzę udanego tygodnia :) Od poniedziałku do piątku!
Niech Was nie dopada lęk przed tym, co piękne i radosne :)
W razie czego - piszcie!


Weekend był udany? :) Udało się Wam zwolnić?

czwartek, 24 maja 2012

Kilka słów o tempie




  "Nie żyj w tempie, jakie nie pozostawia ci czasu na myślenie"


Cytat z książki pod tytułem "Córka jest córką". Słowa są tak bardzo na czasie, że aż mnie to przeraża.

Czy w biegu podejmujemy właściwe wybory?
Czy z braku czasu poświęcamy się odpowiednim czynnościom / ludziom?


Ale cóż znaczy odpowiednie czy właściwe?

Może za bardzo skupiam się na sprzątaniu? :) Lepiej chyba skupić się na KIMŚ niż na CZYMŚ.

Zbliżają się Teoretycznie Zatrzymane Dni. Weekend :)

Planujecie się zatrzymać? Czy Cytryna / ciepły letni deszcz będzie zbyt mocno przyciągać?


Życzę Wam cudownego czasu! Namaste :)
Życie jest tylko jedno, cieszmy się chwilą, odłóżmy czasem obawy na bok. Tym bardziej te obawy dotyczące przyszłości. Nie przewidzimy, nie zmienimy, nie mamy wpływu. Po co więc psuć TERAZ? :)

środa, 16 maja 2012

W oczekiwaniu na plaster cytryny






         
          Oto przedmiot, który idealnie pasuje do dzisiejszej aury :) Niebo za oknem szare, stalowe, bynajmniej nie jest lekkie... chmurne kostki lodu...

... ale pomyślcie... gdyby tak wrzucić tam gruby, soczysty plaster żółtej, dojrzałej cytryny...
na samą myśl twarz mi się uśmiecha :)

Czekam więc cierpliwie aż na niebie wyrośnie CYTRYNA :) w postaci Słońca oczywiście.

Karafka ujęła mnie już jakiś czas temu i dziś nadarzyła się okazja... uwielbiam to, kiedy okazje się nadarzają, a Wy?
A jako, że zmęczenie dopadło mnie z siłą Wielkiego Wybuchu, zamierzam oczekiwać otoczona kłębami kołdry, poduszek, w oparach czegoś dobrego do jedzenia i picia...
Przynajmniej dziś po południu ;p

Mam nadzieję, że macie bardzo miłą środę i że będziecie mieli jeszcze milszy czwartek!

NAMASTE!

czwartek, 10 maja 2012

Pięć żywiołów





Nie pomyliłam się :) Już wyjaśniam. Mamy wiatr...



Mamy wodę....



Ogień...


Ziemię...


I radość! :)

BO RADOŚĆ JEST PIĄTYM ŻYWIOŁEM :)



Prawda? :)
Jak to u Was jest? Z tymi żywiołami? Czy też mocniej odczuwacie jest Wiosną?

Dlatego życzę Wam żywiołowego weekendu!!!

sobota, 5 maja 2012

Na razie bez tytułu




           Pierwszy kawałeczek (dosłownie!) mojej opowiastki możecie przeczytać tutaj jeśli tylko macie ochotę :)

c.d.

No. To są warunki do myślenia. Teraz można odtworzyć przebieg wydarzeń. Siłą woli przesunąć przed oczami kolejne obrazy. Dobrze, że ta silna wola rzeczywiście jest silna… niektóre bowiem obrazy były mało przyjemne. Inne powodowały dreszcz podniecenia. Przydałoby się jeszcze troszkę chronologii, ale w obecnej sytuacji byłaby tyranem swojego własnego ja, gdyby wymagała od siebie dokładnego wyszukania w zakamarkach pamięci co i kiedy się wydarzyło. A zakamarki te były niczym labirynt pełen niespodzianek. Zatłoczony labirynt. W każdym ślepym zaułku zapachy i dotyki. Za każdym rogiem wspomnienie.
Skup się. Jest dość późno. To mogło być przewidzenie. Dziesięć czy jedenaście godzin wpatrywania w monitor zrobiło swoje.
Ale przecież cały dzień oglądałam zdjęcia tych cholernych jogurtów! A nie jego. Też mi coś. Jego zdjęć nie oglądałam już wieki…
Jeśli wiekami chcesz nazwać troszkę ponad rok, proszę cię bardzo. Oszukuj sama siebie.
Ok, w takim razie to nie wieki minęły. Ale żeby od jogurtów aż tak się w mózgu pomieszało?? On nawet ich nigdy nie lubił.
Nieważne co lubił a czego nie. Ważne, że jesteś zmęczona. Zmęczone są Twoje oczy i, jak widać, twój mózg. Pomyliłaś byle przechodnia z nim. I tyle.
Byle przechodnia!!! Tylko nie byle przechodnia! Co to to nie! Czy byle przechodzień mógł mieć ten sam kolor włosów??? Dokładnie taki sam? Mógł tak samo chodzić?? Przecież każdy z nas ma swój specyficzny sposób poruszania się! A on tak rozkosznie machał tą swoją prawą ręką… taki krzywy żołnierzyk…
Rozkosznie-nierozkosznie. Nieważne czym machał. Oni są najlepsi w machaniu. Ważne, że zniknął. Nie ma go. Nie mogłaś go widzieć, bo go nie ma. 
A może jest?  Przecież nie wiem co się stało. Nie wiem dlaczego był i nagle zniknął. Może wrócił? Może go porwano i teraz uwolniono? A może musiał wyjechać nagle.
I nie mógł zostawić nawet krótkiej notki??! Nie bądź kretynką! Napisanie „muszę pilnie wyjechać, odezwę się, albo nie” nie zajmuje godzin! Ryć w kamieniu nie musiał. Wystarczył długopis i kartka. A przypomnę ci, wiedział gdzie szukać tych wyrafinowanych narzędzi.
Wiem… szukam po prostu wyjaśnienia. Jestem pewna, że to był on. Dlaczego za nim nie poszłam?? Ależ ze mnie idiotka skończona! Trzeba iść i sprawdzić. Albo chociaż podejść bliżej… zobaczyć…
Ta… możesz zawsze spróbować podchodzić do każdego faceta o zbliżonym wzroście i pytać „przepraszam, czy jest pan moim Tymonem? Bo ma pan bardzo podobną fryzurę, tylko jakoś inaczej pan chodzi.” Możesz wydąć jeszcze usteczka, zrobić wielkie oczy wyrażające potrzebę wszystkiego i może na kawę gratis się załapiesz. Oczywiście jeśli trafisz na litościwego. Albo tak samo pomylonego.
Dobra, wiem do czego zmierzasz. Rozumiem.
Jesteś pewna? Jakoś nie odczuwam równowagi wewnętrznej, spokoju i pełnego wyluzowania.
Zaraz dojdę do siebie. Zaraz się uspokoję.

Ledwie upita herbata rzeczywiście uspokoiła dłonie. Serca jeszcze nie. Nad sercem będzie musiała popracować w inny sposób. Wino. Wino pomoże jej zasnąć. A jeden kieliszek dla zdrowia jak znalazł.
Z trudem podniosła się z kanapy. Zaczynała odczuwać zmęczenie całego dnia. Ale było jeszcze coś. Poczuła ciężar dopiero co odbytej rozmowy. Z samą sobą. Czuła się obita słowami. Czasem racjonalizm boli.
Ciepłe stopy zostawiały ślady na zimnych płytkach.

Lodówka powitała ją delikatnym metalicznym blaskiem i kilkoma odciśniętymi na niej śladami palców.
Dorzucę jeszcze jeden ślad do kompletu.
Oparła czoło o górne drzwiczki. Przyjemny chłód wywołał gęsią skórkę. Nalała sobie wina, w głowie układając toast.
Zdrowie wariatki widzącej ludzi, których nie ma.
Uśmiechnęła się ponuro. Pierwszy łyk rozlał się ciepłem po jej ciele. Gdyby teraz przyłożyła czoło do lodówki, ogrzałaby ją nawet w środku. Przynajmniej tak czuła. Pierwszy łyk jest zawsze wspaniały. Jak pierwsza część filmowej trylogii. Kiedy pierwszy łyk zamienił się w pierwszy kieliszek grawitacja już nie przyciągała. Ona szarpała ciało Emmy. Gdyby teraz weszła na wagę, ta krzyknęłaby chyba tonę! Przynajmniej tak czuła…
Dźwięk odstawianego kieliszka zbiegł się z dźwiękiem pukania do drzwi.
Pukanie? Może wcale tego nie słyszałam? Może te piekielne jogurty tak namieszały mi w głowie, że mam zwidy. Omamy słuchowe w gratisie? Żeby zmysły  nie czuły się w swoim szaleństwie osamotnione?
Kieliszek stał grzecznie na blacie, a odgłos pukania powtórzył się.
Czyli jednak nie omamy. Good news.
Skupiając się mocno, żeby swoich kroków nie skierować pod prysznic, który był w tej chwili najbardziej wskazany, ruszyła w kierunku drzwi.






c.d.n. taką przynajmniej mam nadzieję :)

CUDOWNEGO DNIA WAM ŻYCZĘ :*

środa, 2 maja 2012

Truskawkowo




Co robi Mała Mi, która nie lubi truskawek, ale najwidoczniej zwariowała?

Bierze koszyczek nienaturalnie napompowanych truskawek, cieszy się ogromnie bo Bardzo Mądry Mężczyzna zapamiętał o jej zachciance.
Owoce myje, kroi na kawałki.
Stopniowo dorzuca lody waniliowo-śmietankowe (pewnie dopuszczalne są albo waniliowe, albo śmietankowe ;D).
Miksuje niedokładnie, żeby powstał swoisty truskawkowy shake :) z kawałkami owoców, a gdzieniegdzie rozkoszne kawałki lodów.


Następnie, uzbrojona w łyżkę, z dziecięcą radością, rzuca się na kubek tych pyszności :)

Voila! Ot, krótki przepis na to, jak zrobić sobie dobrze :)

Taki domowy shake marzył się moim kubkom smakowym cztery dni! Nie mogłam im dłużej odmawiać, prawda? 

To było tak proste i zarazem genialne, że jeszcze pewnie nie raz wrócę do tych nielubianych truskawek w tej właśnie postaci... :)

Smacznego!!



Truskawkowo i słonecznie pozdrawiam z biura, gdzie wszyscy w dobrych nastrojach oczekują godziny szesnastej!
A po pracy... cięcie! Czas zamienić włosy na fryzurę :)

sobota, 28 kwietnia 2012

Kąciki Ust i cała reszta :)

      

       P
amiętacie kiedy przed świętami pisałam o porządkach świątecznych? "Nie dajmy się zwariować", "przecież sprzątamy regularnie, dlatego po co stawać na głowie dla dwóch dni" i takie tam? Nie wiem czy na mnie po prostu Wiosna działa bardziej niż Boże Narodzenie (to byłoby dziwne, bo Wiosna nie przynosi prezentów... ;p), czy to jakiś Czar dopada ludzi, że nagle jak zahipnotyzowani biegną po kosiarki i zaczynają niczym mąż jeden równiutko trawkę przycinać?
Tak czy siak coś mnie dziś dopadło, efektem czego było to, że ja dopadłam Szmatę i tak obie sobie biegałyśmy po domu. Ja i Szmata. Szmata i ja.
Jak tak teraz się rozejrzę po metrażu, po tym co już zrobiłam i co jeszcze mam w planie to sobie myślę, że do lodów, co to je rano jadłam, chyba coś dosypano... I musiało to być mocne ;D

Ale do rzeczy :) bo dziś będzie o rzeczy. Albo raczej o przemyśleniu. Moim, a nie Szmaty ;)
Parę dni temu wracając z pracy poczułam, że coś mi ciąży. W tym miejscu muszę dodać tym, który jeszcze mnie nie znają, że pracę swoją lubię :) Dlatego wiedziałam, że to ciążenie nie mogło być efektem ciężaru obowiązków (choć mam takowe, żeby nie było), ani też efektem ciężaru dnia następnego ("o rany, jutro też trzeba iść do pracy...").
Zaczęłam się zastanawiać, myśleć, analizować jak na prawdziwą Kobietą przystało. Kryminałów się naczytałam, więc drogę dedukcji mam opanowaną. Szybko więc zrozumiałam co takiego mi ciąży. Otóż były to Kąciki Ust.
Kąciki Moich Ust opadały bezwiednie w kierunku podłoża. Uświadomiłam sobie, że czuję się, jakby mi ktoś końską podkowę do twarzy przytroczył! Jezu! Ależ te Kąciki stały się ciężkie!! Co się stało, do cholery??! Może grawitacja nabrała mocy? Niee... to chyba niemożliwe...
Rozglądając się wśród ludzi doszłam do wniosku, że to może być jednak grawitacja, bo te podkowy to my prawie wszyscy mamy na twarzach. Nie licząc dziewczyny idącej pod rękę z chłopakiem. W drugiej dzierżyła czerwoną różę, więc wiadomo o co chodzi...
A reszta? Ci bez róż? I bez chłopaków???

Co się z nami stało? Boimy się zmarszczek mimicznych, czy co? Straszne! Przecież uśmiechamy się do innych. W sklepie, w pracy, w domu.
Może i uśmiechanie się do siebie wygląda dziwnie... ale żeby od razu głupio? Że wariactwo?

Niee.... uśmiech jest zaraźliwy :) zarażajmy się więc! Lepiej tak niż ptasią grypą ;D

Macie podobne doświadczenia? Czy to ja jestem już przeczulona? I się dopatruję i czepiam, jak przystało na prawdziwą Kobietę :P

Podejrzewam, że podczas Długiego Weekendu będziecie mieli wiele powodów do uśmiechu :) ale mimo wszystko poniżej  kilka przykładów :) w razie gdyby ktoś zapomniał...






Z tak wysuszonymi ząbkami zamierzam odwiedzać, być odwiedzaną, jeść dobre rzeczy, pić jeszcze lepsze rzeczy :) odpoczywać aktywnie i nieaktywnie, kochać i cieszyć się Słońcem lub Deszczem ;p
A Wy?

Cokolwiek będziecie robić, gdziekolwiek będziecie UŚMIECHAJCIE SIĘ :) do siebie i innych :)



Udanego Czasu!
Namaste! :)


środa, 25 kwietnia 2012

A może by tak odnieść sukces?




              Dziś? Już? Tak! Nie czekajmy...

Chodzi za mną ta Myśl i chodzi. Kiedy mam gorsze dni może i tylko pełza za mną, ale za to kiedy dzień jest z wachlarza tych lepszych... nie mogę wyrzucić Jej z głowy, fruwa, przenika, przedziera się przez Skupienie...

...przecież jestem stworzona do czegoś więcej niż tylko do pracy w pracy. Nawet do czegoś więcej niż tylko życie dla samej siebie!

Intrygujące jest to, że dla każdego z nas sukces ma inny wymiar. Są takie drobne sukcesy i są te ogromne! Są te teraźniejsze i te, które dadzą o sobie znać w przyszłości.

Może ja już swój Główny Sukces odniosłam, ale jeszcze tego nie wiem? Nie... chyba nie... czuję to :)

Każdego dnia odnosimy jakieś sukcesy, ale albo tego nie dostrzegamy, albo jesteśmy zbyt surowi dla siebie.
A może to kwestia ambicji... małych i dużych?

Wiecie, że w dzisiejszych czasach sukcesem jest wysłuchać Kogoś, kto tego potrzebuje? Miłe, szczere słowo może zmienić czyjś dzień z fatalnego w całkiem znośny ;p

A czy to nie jest niesamowite, że najtrudniej jest zrobić ten pierwszy krok? Zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu. Jak to działa? Magiczny krok numer jeden. Wydawałoby się, że jeden krok jest łatwiejszy niż cały marsz... a jednak... potem ten cały pochód już nie jest tak straszny... czasem nawet wręcz przyjemny, prawda? :)

To co? Ruszamy? :)
Od czego zaczynamy?




Ja już chyba zaczęłam :) oby to była lawina pozytywnych zdarzeń :)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

W poniedziałek na piątkowy wieczór :) lub każdy inny...

          


           ... na każdy inny wieczór, ponieważ film, którym chcę się z Wami podzielić należy do filmów dających do myślenia, ale podanych w taki sposób, że przyswajanie zachodzi równie gładko niczym kawa w poniedziałkowy poranek / popołudnie.

"Nietykalni" - film o tym jak można mieć wszystko jednocześnie nie mając nic. Paradoks? Tak to jest ze zdrowiem... ten tylko się dowie, kto jest stracił... liczba zer na rachunku bankowym, grubość pliku w skarpecie nie ma wtedy znaczenia...

Film o przyjaźni, godności, o tym, jak nie należy się sugerować pierwszym wrażeniem. Jak kolor skóry czy też sposób ubierania się potrafi zmylić nasz osąd (tematem na odrębny tekst jest to jak łatwo przychodzi nam osądzać, a kimże jesteśmy, żeby to robić??!!).

"Intouchables" to jeden z tych filmów, które zwykłam nazywać filmami bez akcji :) ale to jest taka akcja bez akcji... ponieważ widz nie nudzi się ani chwili.
Bohaterami są unieruchomiony na wózku inwalidzkim Philippe i Driss, który niedawno opuścił więzienie...
Philippe - bogaty, wysoce ukulturalniony, stonowany, otaczający się sztuką...
Driss - bujna przeszłość spowita mgiełką kryminału, sztuką interesuje się na tyle, na ile może ją ukraść i na niej zarobić...

A jednak. Spotykają się i oboje na tej znajomości korzystają.

Dlatego jeśli macie ochotę:
* pośmiać się
* uronić łezkę, ale tylko pozytywnego wzruszenia :)
* posłuchać ciekawie dobranej muzyki

POLECAM!

To nie jest kolejna komedia francuska, w której czasem nie wiadomo kiedy się śmiać ;p (nie oceniam ogólnie, ale gatunek to specyficzny i tylko dla wybranych ;p)




Udanego poniedziałku i reszty tygodnia!

(ja zamierzam dziś swój ciężki dzień w pracy odreagować rozkoszując się muzyką Tomasza Stańko w Bytomiu :) wybieracie się?)